Muszę powiedzieć, że niedawno zakręciła mi się łezka w oku. Przy okazji policyjnego zabezpieczenia Marszu Niepodległości, po raz kolejny pojawiły się oskarżenia o policyjne prowokacje.
To samo w sobie może budzic nostalgię, bo przecież od kiedy marsz się odbywa, jego uczestnicy czują się sprowokowani policyjną obstawą. Ale tym razem pojawiło się coś jeszcze.
Bowiem pomiędzy oskarżeniami o prowokacyjną obecnośc, a zarzutami o upolitycznienie, okazywane publikacją wizerunku osób łamiących prawo, pojawiła się jeszcze narracja o krwawej rozprawie, jaką stołeczna Policja, i wydający im rozkazy Rafał Trzaskowski, mieli zgotowac patriotom.
Oto bowiem, z czeluści parkingu Oddziału Prewencji KSP wyciągnięto potężną, okrutną i zakazaną przez prawo broń: LRAD - środek przymusu obezwładniający potęgą fal dźwiękowych.
Co więcej, broń ta budzi grozę samą swoją obecnością. Policja nie musi jej użyc, nie musi nawet grozic jej użyciem, ani w żaden sposób się do tego szykowac. Wystarczy widok terenowego samochodu, z zamontowanym na pace urządzeniem, by miec świadomośc, że oto jesteśmy świadkami groźnej prowokacji. Że funkcjonariusze tylko czekają by uderzyc w zgromadzonych, korzystających jedynie ze swoich konstytucyjnych praw.
I zapytacie teraz, przygnieceni moim kwiecistym opisem, skąd wzięła się ta nostalgia z pierwszego akapitu? Bowiem dokładnie takie same oskarżenia pojawiały się kilka lat temu , kiedy to druga strona politycznej barykady była u władzy, a obecnie rządzący rzucali w zasadzie identyczne oskarżenia. A jak jest naprawdę?
fot. Policja.gov.pl
Co to jest LRAD?
Nie będę się tu rozpisywał o dokładnej historii urządzenia. Jeśli was to ciekawi, możecie zerkną na stronę producenta, albo tutaj.
W dużym skrócie, zupełnie chyba wystarczającym dla tych rozważań: jest to urządzenie zaprojektowane do przekazywania komunikatów głosowych na duże odległości. Może podać wezwanie do rozejścia się, albo inne polecenie do grupy ludzi odległej od nas o kilkaset metrów, nawet jeśli w otoczeniu są inne, głośne źródła dźwięku (np. Wybuchające petardy, albo inne grupy, wznoszące okrzyki).
Szybko jednak okazało się, że odpowiednie parametry (częstotliwość, amplituda) sprawiają, że “odbiorca” takiego sygnału zaczyna czuć solidny dyskomfort. A to oznaczało, że można o LRAD myśleć jako o środku przymusu bezpośredniego.
I to całkiem użytecznym, bo działającym na odległość, nie wymagającym widocznej przemocy, a jednocześnie skutecznie działającym na duże skupiska ludzi.
fot. Adam Kliczek, http://memoriesstay.com (CC-BY-SA-3.0)
Skąd LRAD w Polsce?
W 2010 roku, większość ludzi zajmującym się bezpieczeństwem nad Wisłą miała w głowie jedno hasło. Euro 2012. Współorganizowana przez Polskę impreza, miała ściągnąć do kraju tłumy kibiców, co samo w sobie jest wyzwaniem. Dodatkowo, był to okres, w którym każde większe skupisko ludzkie postrzegane było jako potencjalny cel dla terrorystów. A strefy kibica, komunikacja miejska zapchana kibicami, czy po prostu ogródki piwne w dni bez rozgrywek, wyglądały jak zaproszenie dla fundamentalistów z ISIS, czy podobnych organizacji.
Dlatego też, w latach poprzedzających Mistrzostwa, polskie służby poczyniły, obok zmian organizacyjnych, szereg zakupów zwiększających ich gotowość do działania w trakcie tak dużej imprezy.
Tak właśnie trafiło do nas 6 urządzeń LRAD, zakup których może być tematem oddzielnego artykułu. Zresztą był, i to niejednego, bo jak zbadała Najwyższa Izba Kontroli, pełno było tam niejasności i zwykłej niegospodarności.
Bowiem po pierwsze, Policja sama zawyżyła cenę urządzeń. Po drugie- kupiła je bez prowadzenia żadnych testów, a jedynie zadowalając się prezentacją przeprowadzoną przez dystrybutora. Zaś same warunki przetargu były tak napisane, że z góry było wiadomo, kto ma go wygrać.
Poza tym sprzęt został dostarczony niekompletny- miał za krótkie kable zasilające, brakowało pokrowców. A w związku z tym, że wszyscy odbiorcy urządzeń, poza Garnizonem Stołecznym, nie zgłosili zastrzeżeń - braki Policja musiała uzupełniać na swój koszt.
No i wreszcie, LRAD, mimo opisów jego skuteczności jako środka przymusu, nie mógł być użyty w takim charakterze. Zatem Policja, za kilkaset tysięcy, kupiła sześć dobrej jakości głośników.

Dlaczego LRAD jest nielegalny?
I tu dochodzimy do klu całej afery. Bowiem w wielu wzmiankach o LRAD, jego nielegalność jest używana do podkreślania niszczycielskiej mocy tej broni. Można odnieść wrażenie, że zakaz jego użycia wynika z przesłanek humanitarnych - po prostu nikt nie zasłużył na tak okrutny los, jak słuchanie wydawanego przez niego dźwięku.
Dlatego warto zadać sobie pytanie, dlaczego właściwie użycie LRAD jest nielegalne? Wbrew pozorom, nie wynika to z Konwencji Genewskiej, ani EKPC. O nie, rzeczywistość jest dużo bardziej prozaiczna.
Policja, jak każda instytucja państwowa, działa w granicach prawa. Oznacza to, że może podejmować jedynie takie działania, przy użyciu takich środków, na jakie zezwolą jej przepisy.
W 2010 roku, użycie środków przymusu bezpośredniego, regulowane było przez Rozporządzenie Rady Ministrów z 17 września 1990. Był to akt prawny, opisujący dostępne dla policjantów środki przymusu, oraz procedury ich użycia. I, jak nietrudno przewidzieć, nikt nie wpisał tam środków do obezwładniania energią fali akustycznej.
Na tym jednak historia się nie kończy. Bowiem w 2012r., wyrokiem o sygnaturzeK 10/11, Trybunał Konstytucyjny uchylił wspomniane rozporządzenie. Uznano bowiem, że kwestia użycia siły wobec obywateli jest sprawą tak newralgiczną, że należy ją uregulować ustawą.
Dlatego też rząd rozpoczął prace i 24 maja 2013 roku przegłosowano nową ustawę o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej.
I nie zgadniecie. Nikt nie pamiętał, albo i nawet nie planował, żeby wpisać w niej LRADy, które do tej pory już wrosły w krajobraz demonstracji, służąc jako głośniki - bowiem część panelu, służąca do użycia ich w charakterze środka przymusu, została wymontowana.
Tylko, jak widać, z pewną regularnością, ktoś sobie o ich pełnych możliwościach przypomina. I postanawia wykorzystać to w aktualnej grze politycznej.